Planner

Długo szukałam. Wielu ponoć długo szuka. Ale ja przecież nie szukałam ideału…

Chodziło mi o narzędzie, które będzie proste, intuicyjne i… zwięzłe. Które pozwoli mi planować to (i tylko to!), na co będę miała ochotę. Bez udziwnień, ozdobników i… tracenia czasu i miejsca na przerost planów nad działaniem. Opasłe tomiszcza, które zawierały dziwne, niekończące się listy „tasków” i „to-do-sów” szybko odpadły. Połowy z tych list nigdy nie użyję. Dlaczego miałabym więc codziennie to dźwigać, bez litości dla swojego kręgosłupa i kolan? Dopóki pracowałam w domu, mogłam z tym żyć. Ale teraz, gdy codziennie przemierzam Wisłę… O nie, uprzejmie dziękuję 🙂

Podejrzewam, że te wszystkie mega szczegółowe listy i kategorie miały pomóc „o niczym nie zapomnieć” osobom słabo zorganizowanym . Wyrobić nawyki, świadomość, jakoś ich ogarnąć… Ale co ze mną? Ja się czuję bardzo świadoma i dość ogarnięta, a już na pewno nie chcę, żeby mnie ogarniał ktoś nieznajomy na swoją modłę i podobieństwo! Nie chcę wypełniać tych niekończących się habit-trackerów: co wieczór się mierzyć, ważyć, sprawdzać, ile wypiłam (wody…?) i czy zjadłam swoje pięć porcji warzyw. Czy przez pół godziny czytałam, godzinę ćwiczyłam, 8 h spałam i przynajmniej 15 min medytowałam… Te rzeczy są ok, ale ja nie potrzebuję do nich plannera i nawet nie chcę, bo wtedy to by mi dopiero całe to fit-życie obrzydło… Chcę prostego narzędzia do zarządzania, kompaktowego i bez zbędnych kombinacji. W tej kategorii wydrukowane gotowce wypadły niestety bardzo słabo.

Ale można prościej. Można sobie skomponować na wymiar planner „zrób to sam” korzystając z wszechobecnych np. na Pintereście tzw. free-printables. Strasznie tego dużo, zwłaszcza, jeśli się wyjrzy z naszego podwórka za Ocean. Najczęściej sam wybierasz strony, które chcesz sobie wydrukować. Brzmi lepiej. Plecy i kolana się cieszą. Zaczęłam przeglądać. Niestety wielu nie dało się podejrzeć bez wcześniejszego zapisania od razu na newsletter. No ale ja byłam dopiero w fazie poszukiwań, niezdecydowana na jeden konkretny… Musiałabym zapisać się z marszu na kilkanaście (kilkadziesiąt?) subskrypcji! Nie chciałam zapychać skrzynki. Nie zapisałam się. Ta klęska urodzaju trochę mnie przerosła. No dobra, zostało kilkanaście, które jakoś dało się podejrzeć bez płacenia swoim mailem. Niestety, w najważniejszym dla mnie obszarze, czyli w widoku tygodnia, żaden z nich nie sprostał moim wymaganiom: prosto, zwięźle i kompaktowo. Na pewno mój ideał tam jest, ale dla mnie poszukiwania okazały się zbyt energochłonne i nużące. Powoli zaczęło do mnie docierać… Trzeba będzie zrobić coś samemu.

W tym miejscu powinnam napisać o tzw. bullet journals. Nie mam pojęcia, jak to zgrabnie przetłumaczyć na polski. To rodzaj plannera, który totalnie „od początku” tworzysz sam. Wystarczy zwykły zeszyt. Tworzysz to w tym wypadku bardzo dobre słowo: sam decydujesz o każdej stronie. A potem sam ją zapisujesz, rysujesz, malujesz… Idea jest genialna, wciągająca i przepiękna. Ale… dla mnie, mamy dwójki maluchów bez specjalnego drygu do rysowania od razu było jasne, że mam za mało czasu i talentu, aby się w to bawić. Chociaż kto wie, kto wie… może kiedyś…

Tymczasem pewnego wieczoru z pomocą przyszedł mi nie kto inny jak mój przyjaciel Excel. W dwie godzinki powstało to, o co od początku mi chodziło: mega prosty planner tygodniowy, gdzie w formacie A5 na dwóch stronach widzę od razu cały tydzień: plan tygodnia, zadania na ten tydzień, obiady (bo tylko ten posiłek planuję w plannerze) i… jak to ładnie mówią u mnie w pracy: „adhoki” 🙂 Czyli cokolwiek akurat jest na czasie i potrzebuje mojej uwagi i namysłu na piśmie 😉 Najdłużej jak zawsze wybierałam czcionki. Ale wyszło super! Teraz co tydzień drukuję sobie nową kartkę albo dwie, a starą wyrzucam. Nie dźwigam przeszłości, nie wybiegam myślami nie wiadomo jak daleko w przód. Prawdziwe życie tu i teraz. Cudownie proste rozwiązanie.

Od zawsze chciałam wydać swój planner i teraz, gdy zasadnicza jego treść JUŻ JEST, stało się to oczywistym celem (także finansowym) na przyszły rok. Coś tam jeszcze poprawiam, uzupełniam, jak to w fazie testów. Ale miało być prosto, jest prosto i będzie prosto! Także oczekujcie! Ja się już nie mogę doczekać!!!

2 myśli na temat “Planner

Dodaj odpowiedź do Ula mamonik.pl Anuluj pisanie odpowiedzi