NIE RADZĘ! (ale może się zainspirujesz;)

Trudne rozmowy

Trudne rozmowy nie muszą być miłe, łatwe i przyjemne. I zwykle oczywiście nie są. A my i tak uparcie chcemy je ugrzecznić, umilić i uprzyjemnić. Rozwadniając przekaz.

Nie chodzi o to, żeby sobie skakać do gardeł, wykrzykując wszystkie gorzkie żale. Ale trudna rozmowa ma zupełnie inny cel, niż żeby „było miło”. Czasem celem jest rozwój. Wtedy, co oczywiste, musi boleć, bo rozwój to bardzo często ból – niewygodnie, upadek, wysiłek, błąd, pomyłka, niepewność, przekraczanie granic, zakwasy. Czasem celem jest jakiś rodzaj porozumienia, zrozumienia. Tu dopiero jest ból. To tak, jakby zbliżały się do siebie dwa jeże. Im bliżej, tym bardziej kłuje.

Mam za sobą taką rozmowę. To była rozmowa kończąca współpracę, to ja dałam wypo.

Tej rozmowy miało nie być, ale strona „kończona” poprosiła o feedback.

Zawsze traktuję feedback jako dar: coś, co pomoże się poprawić, rozwinąć, zoptymalizować. Nie każdemu daję prawo by dawał mi feedback. Sama, oprócz sytuacji zawodowych, daję feedback bardzo rzadko – właśnie dlatego, ze mój czas i „namysł” ma swoją cenę. Nie rzucam pereł przed wieprze. W biznesie za analizy „co możemy robić lepiej”, badania satysfakcji i audyty jakości słono się płaci. Nie daję tego ludziom, którzy nie chcą słuchać.

Ale jest jeszcze jeden powód. Zgodnie z badaniami, praktycznie jedyny feedback, który przyjmujemy to ten, o który sami prosimy. To po prostu trzeba CHCIEĆ usłyszeć.

Przygotowałam się. Do feedbacku ZAWSZE należy się przygotować, niezależnie od tego, czy dajesz czy przyjmujesz. Zastanowiłam się, co chcę uzyskać. Co chcę powiedzieć. W jakiej kolejności. Co mogę usłyszeć. Sprawdziłam co czuję. Na ile mam siłę. Na co się nie zgodzę.

Powiedziałam więcej niż planowałam, bo była duża otwartość i prawdziwa CHĘĆ usłyszenia. Przyjęłam więcej niż planowałam, bo nie słyszałam oskarżeń i wbijania w poczucie winy, a subiektywną perspektywę obserwatora z zewnątrz, która wydała mi się sprawiedliwa. Jako strona „kończąca” też mogę coś wyciągnąć z tej sytuacji.

Nie było łatwo ani przyjemnie, ale to była dobra rozmowa. Żegnamy się spokojnie, w zrozumieniu, że jesteśmy różni. Może zbyt różni, aby dalej razem iść, ale nadal dostatecznie podobni i „człowieczy”, by zachować uprzejmość i życzliwość, by nie zakładać złej woli, chęci krzywdy, by nie trzymać urazy.

Nie zawsze jest tak cukierkowo. Dużo zależy od tej drugiej strony. Zawsze warto zadbać o to, na co TY masz wpływ.

Tutaj pomogło:

– przygotowanie
– merytoryczne argumenty, konkret
– mówienie o sobie i swoim doświadczeniu zamiast oskarżeń (słynny komunikat JA)

– otwartość na zmianę, chęć usłyszenia, co mogę robić inaczej
– zgoda, że moja perspektywa, to „tylko” moja perspektywa, a nie prawda objawiona i ostateczna wersja rzeczywistości
– docenienie tego, co było dobre
– pokora, przyznanie się do błędu
– wzajemność feedbacku (a nie jednostronność)

– spokój, przerobienie tych emocji przed rozmową (i po)
– moj Mąż ♥️

Mięsień jak boli znaczy, że rośnie. Ja dziś trochę urosłam w środku, i chyba rosnę nadal, bo nadal trochę boli.

Owocnych rozmów Wam życzę. Dajcie znać co dla Was jest najtrudniejsze.

Pierwszy dzień szkoły

Pierwszy dzień szkoły

Moja mała dziewczynka poszła do pierwszej klasy. Wczoraj była na pierwszej szkolnej wycieczce. Pierwsza klasa, pierwsza podróż autokarem. Nowa pani, nowe dzieci, nowe wszystko.

Radosne wyczekiwanie i ekscytacja mieszają się z niepewnością jak to będzie. Bała się, ale zrobiła to. Wsiadła do autobusu.

Jestem taka dumna!!! Wiem, że wspaniale sobie poradzi. Cieszę się na te wszystkie nowe przygody, przyjaźnie, przeżycia.

I jest też nostalgia… Za czasem, który nie wróci. Za etapami, które są już za nami. Jest smutek, łzy, a chwilami nawet fizyczny ból.

Znajomy sportowiec powiedział mi kiedyś, że mięsień jak boli to znaczy, że rośnie. A serce to przecież mięsień… A więc znowu rośnie, znowu boli…

„Making the decision to have a child is momentous. It is to decide forever to have your heart go walking around outside your body.”
– Elizabeth Stone

Przeczytałam to kiedyś na samym początku swojego macierzyństwa i płakałam przez dwa dni. Wtedy przeczuwałam, a teraz, dzieląc się ze światem moją pierwszoklasistką zaczynam to czuć naprawdę.

Jest w tym mnóstwo szczęscia, spokój, duma, radosne oczekiwanie, akceptacja, że to naturalny kolejny etap.

I jednocześnie boli niesamowicie.

Moje serce, które biegnie koło mnie…

Karuzela

Była już kiedyś w historii taka karuzela z widokiem na getto. I że to nie ludzie. I że „spokojnie, Polacy, to nie o nas, my tu mamy nasze codzienne sprawy, biznesy, co nas obchodzi, co jest za murem, gdy nam tu dobrze i możemy dealować z każdym…” A potem zaczęło być o nas…

Nie jestem za agitacją, obrażaniem, przepychankami i bluzganiem. Po żadnej ze stron.

Ale są sprawy, gdy chcąc pozostać człowiekiem, wypada jednak być przeciw…

#Nasze bajki #2 Kraina lodu 2

nfd

To zdecydowanie moja ulubienica. Bajka z północy, która mnie relaksuje, inspiruje i zachwyca. Gdy to oglądam, odpoczywam i odpływam. To zdecydowanie MOJA bajka 🙂 Ale… tytuł wpisu to trochę zmyłka, bo „prawdziwej” Krainy Lodu jeszcze nie widzieliśmy. „Jeszcze”, bo kierunek północny jest oczywiście jedynie słuszny 🙂 Jak tylko uruchomimy Disneya to będzie pewniak i must 🙂 Na razie jednak wizja siostrzanej samotności po utracie rodziców jest zbyt trudna. A więc nasza Kraina Lodu, to przenośnia. To kraina, gdzie mieszka… Czytaj dalej „#Nasze bajki #2 Kraina lodu 2”