
Czaiła się za rogiem, nieśmiało pytając, czy znajdę dla niej czas. Aż w końcu po prostu przyszła. Coś tam o sobie słyszałyśmy, a że obie kochamy drewno, szybko znalazłyśmy wspólny język…
Czytaj dalej „Nowa miłość”

Czaiła się za rogiem, nieśmiało pytając, czy znajdę dla niej czas. Aż w końcu po prostu przyszła. Coś tam o sobie słyszałyśmy, a że obie kochamy drewno, szybko znalazłyśmy wspólny język…
Czytaj dalej „Nowa miłość”Mam wielkie plany. I ambitne. I marzenia, których może nie zdążę zrealizować, tyle ich jest. Nie boję się i nie frustruję. Nie jestem tam i tam, nie robię tego czy tamtego, tu przytyłam, a to i tamto straciłam… Ale to nic. Nie jestem płytka i ograniczona. Nie zadowala mnie byle co. Wymagam potwornie dużo i od siebie i od otoczenia i od życia. Musi być super! A jak nie jest to nic, dalej się staram. Mama nauczyła mnie mnóstwa rzeczy, w tym perfekcjonizmu i żeby umieć cieszyć się z małych rzeczy. Kombinacja tych dwóch cech powoduje, że pragnę ideału, a jednocześnie wystarczy mi to, co mam. W ciągu dnia tysiąc drobiazgów powoduje, że jestem szczęśliwa. Zatrzymuję te momenty i robię im w sercu fotki. Często myślę o śmierci. Zwłaszcza ostatnio. Co zostawię? Co zapamiętam i czy będę mogła to zabrać ze sobą? Minki moich córeczek, ich uśmiechy i uśmieszki, postępy i postępki. To, jak mnie kochają. Śmieszne pytania i mądrości Misi, która odkrywa świat i chce, żebym była przy niej. Drzewa kołyszące się na wietrze. Widok jeziora tuż przed świtem. Promienie słońca iskrzące się we włosach Misi. Moment, kiedy biorę prysznic i odpływam, a woda łagodnie spływa mi po grzbiecie. Nasze spokojne wieczory na werandzie. Blask świec. To, że mój telefon działa i nie muszę go wymieniać. Łyk kawy. Widok mojej Mamy, gdy bawi się z Misią albo m,a w ramionach Myszkę. Jazda na rowerze. Chwila, gdy wsiadamy do samochodu i ruszamy, zostawiając cały popłoch związany z wyjściem z domu, a przed nami jest droga i rozmowa, na którą mamy czas. Smak czekolady. Mnóstwo smaków. Widok dziewczynek, kiedy śpią. Uczucie, gdy coś mi się uda. Nie coś wielkiego. Zwykle drobiazg. Obiad? Ogarnięta szuflada? Odnowiona staroć? Jakiś mały punkcik z mojej codziennej listy spraw, który mogę wykreślić, a endorfinki biegną prosto do serca. Nic wielkiego, ale gdy dodam te „punkciki” czuję się spełniona i szczęśliwa. Marzę o dużej stolarni, ze wszystkimi tymi narzędziami, ogromnym blatem roboczym na kozłach, dobrym światłem i własną lakiernią. I że umiem to wszystko obsługiwać, zaprojektować co tylko chcę, a potem to wykonać. A na razie mamy szopę, odgraconą, ale wciąż ciasną, z jedną żarówką, cieknącym dachem, stołem o zbutwiałych nogach i amatorskimi narzędziami „za stówkę”, które musimy przywozić, wywozić, pakowwać do pudeł i rozpakowywać i tak w kółko. I co? I jestem szczęśliwa!
Dziadku, myślę o Tobie…. Dziękuję, że za nas walczyłeś. Szkoda, że nie zdążyliśmy się poznać. Mam nadzieję, że byłbyś ze mnie tak samo dumny jak ja z Ciebie. Nie znałam Cię, ale bardzo mi Ciebie brakuje. Zwłaszcza w takie dni jak dziś. Odziedziczyłam po Tobie dumę, upór i przekonanie, że honor jest ważny. Choć czasem tak trudno mi wierzyć, że czas honoru nie odszedł razem z Tobą…
