Zaufanie

Tak niepostrzeżenie się buduje. I długo. Nie myślisz o tym, ale z czasem po prostu jest. A potem jakieś głupstwo i cała budowla się sypie. Jakby jej nigdy nie było. Odkrywam, że zaufanie, jak mało co, nie jest wytworem naszej woli i nastawienia tylko… mijających dni i zdarzeń. Utracone – strasznie trudno odbudować. Choćby się bardzo chciało 😦

Światowe problemy

Że dzieci głodują. Że wojna w Izraelu. Że psy bezdomne. Że drogo. Że zimno i słońca mało. Że reprezentacja źle gra. Że premier to. A kto inny tamto. Że nie ma perspektyw. Że się nie da. Że jak żyć…

Ej, no! Wracać mi tu do rzeczywistości!
Kupować mniej, szanować. Jedzenia nie wyrzucać. Ogarnąć się. W chałupie posprzątać. Oszczędzać. Wyściubić nos znad problemów w komórce na człowieka w realu. Otworzyć dom. Porozmawiać. Nakarmić. Na spacer pójść. Zrobić cokolwiek, a nie tylko gadać i hejtować. Próbować…
Można, ale komu by się chciało?

Smutek współodczuwany

Dobrze, jeśli można pomóc. A jeśli nie można? Bezradność. Ale wciąż  szukam rozwiązań. Na nowo. Na próżno? Pocieszenie, które brzmi płasko i tanio. Zrozumienie, choć przecież nikt nie zrozumie bólu,  którego nie przeżywa sam. Nadzieja, bo mi łatwiej jest wierzyć. Chociaż tyle.  Więc będę wierzyć za nas oboje. Uśmiecham się, choć i ją czuję ten ból. Przetrwamy to. Tylko nie zostawaj sam.