Ostatnio mnóstwo rzeczy jest wyzwaniem. Nawet te najprostsze czynności, być może właśnie szczególnie one. Przez zmęczenie przestaję idealizować i wybielać. Widzę wyraźniej. Czuję dosadniej. Osoby, które towarzyszą nam w codzienności są bliskie. Reszta jest daleko. Albo zawsze była… Bliskość budowana w prostej obecności. Deklaracje to dobry początek, ale to jednak za mało… Aby być blisko trzeba w ogóle być.
Kategoria: Nie radzę!
O prezentach jeszcze raz
Na początek wyjaśnienie. Zabrzmi znajomo, ale czuję, że nie zabrzmiało dotąd wystarczająco głośno, więc jeszcze raz:
Nie jestem niewdzięczna.
Zawsze staram się docenić dobrą wolę, pamięć, próbę sprostania naszym wymaganiom.
Ale właśnie dlatego, że widzę jakie to bywa trudne, opisałam nasz Prezentowy Poradnik na Prezent Pewniak bez Pudła.
Jaki fajny prezent… Ci dałem!
Święta idą. A że należę do tych, co nie lubią zostawiać na ostatnią chwilę, dziś słowo o prezentach.
Na początek wyjaśnienie: nie jestem niewdzięczna. Zawsze staram się docenić dobrą wolę, pamięć, próbę sprostania naszym wymaganiom. Ale właśnie dlatego, ze widzę jakie to bywa trudne, prezentuję nasz Prezentowy Poradnik na Prezent Pewniak bez Pudła.
Prezent Pewniak bez Pudła podoba się bardziej osobie obdarowanej niż tobie. Niby proste, a jednak w praktyce tak często widzę, gdy ktoś kupił/ wybrał prezent z myślą o sobie, a nie o obdarowanym. To podstawowy błąd!
Przykład:
Dostałam kiedyś coś z francuską typografią. Nie lubię Francji. Lubię Skandynawię. Coś przewiązane zieloną wstążką. Nie mam w domu nic zielonego. Lubię błękity, szarości i biel. Kto mnie zna, ten to wie. Dawca to wie. Wniosek? Może się mylę, ale poczułam, że dawca nie myślał o mnie. Dziękuję. Wolę nie dostać nic.
Prezent Pewniak bez Pudła można zużyć. Dlaczego? Bo to idealne rozwiązanie dla większości z nas. Dla minimalistów. Dla wybrednych. Dla typów „wszystko mam, nic nie potrzebuję”. Dla kogoś, kto jak ja nie znosi durnostojek, a nie każdy przecież musi wiedzieć, o jakiej książce lub płycie marzę. No więc co? Coś co się zużyje! Porządna kawa. Porządna herbata. Porządny alkohol. Porządne czekoladki. Ale porządne! Coś czego ten ktoś raczej nie kupi sobie sam. Oczywiście absolutny faworyt tej kategorii to wyroby własne: domowe nalewki, konfitury, ciastka… Mocne zwłaszcza dla korpopracusiów, którzy zwykle nie maja czasu sami wystawać w kuchni i produkować.
Jeśli wiesz z jakich sklepów korzysta ta osoba- bon podarunkowy to tychże. Nieromantyczne? A ja uważam, że właśnie bardzo romantyczne! Takie prezenty dostrzegają, co ta osoba lubi (sklep z planszówkami, manufaktura drewna, hipermarket budowlany, ciuchy czy wnętrzarska sieciówka?) A jednocześnie pozostawiają wybór. Prezent Pewniak Bez Pudła!
Przeżycie. Niematerialne wydarzenie lub usługa. Wybór jest ogromny. Od jazdy czołgiem do masażu czekoladą. W zasadzie każde hobby w wersji „do spróbowania”. Genialne!!!
List. Mój osobisty faworyt. To nie jest prezent dla każdego. Pisałam już o tym tutaj. Absolutny Pewniak nad Pewniaki. Uczucie zamknięte w słowach i utrwalone ręką bliskiej osoby na PAPIERZE. Och, bardzo staroświeckie. Cudowne!
Czego nie
Pierdółki. Durnostojki. Dziękuję. Wolę nie dostać nic.
Tandeta, „byle co, byle coś dać”. Tu się właśnie najmocniej ujawnia o kim myślał dawca. Czy o uśmiechu obdarowanego czy o swoim „czystym sumieniu”, że coś tam przyniósł, nie ma lipy. Dziękuję za lipę. Wolę nie dostać nic.
Podaj dalej. Prezenty z serii: „dostałem, nie chcę, opchnę tobie”. Oooo! Bardzo dziękuję! Wolę nie dostać nic.
Kosmetyki. Czemu nie? Bo to dość ryzykowne i jeśli nie mamy wiedzy tajemnej, pewniaka raczej nie będzie, za to może być pudło. Większość z nas ma swoje ulubione marki, zapachy, serie. Do tego miewamy alergie. Lub po prostu niską tolerancję na aluzje kryjące się w kremie przeciwzmarszczkowym („jakie zmarszczki?!!!”) czy balsamie ujędrniajacym („jaki cellulit?!!!”).
Jeśli boisz się, że mimo tych wskazówek Prezent Pewniak się nie uda.
1. Warto się porządnie zastanowić. Pomyśleć. Poszperać w internecie. No i oczywiście zacząć wcześniej.
2. Warto pytać. Bliskich tej osoby, a nawet samą zainteresowaną. Nieromantyczne? A ja to wolę niż kolejną figurkę: wyrzucone pieniądze i straconą szansę, bym mogła się na prawdę z czegoś ucieszyć.
3. Warto zrzucać się na wyższe cele. Kilka osób, droższy prezent. Oczywiście lepiej to wcześniej skonsultować. A potem się pamięta, że „na 30tkę znajomi zrzucili się na…”.
O prezentach dla dzieci
Pokutuje u nas durne przekonanie, że zawsze trzeba przynieść jakiś drobiazg dla dzieci. Otóż nie!
Drobiazgi zaśmiecają.
To „zawsze drobiazg” uczy dziecko kojarzyć wizytę z prezentem, zamiast z przyjemnością z samej obecności. Gdy takie wyuczone dziecko za którymś razem czegoś nie dostanie, czuje się rozczarowane i smutne. A przecież mogłoby cieszyć się zwyczajnie z towarzystwa tej osoby.
ZAWSZE konsultuj z Rodzicami. Dlaczego?
Rodzice wiedzą co dziecko ma.
Rodzice wiedzą czego dziecko chce.
Rodzice wiedzą czego oni chcą dla dziecka. Stop! Czy rodzice mają prawo czegoś chcieć w sprawie zabawek? Tak!!! Mogą chcieć zabawek mądrych, ładnych, nieróżowych, porządnych, rozwijających twórcze myślenie, wspierających rozwój i integrację sensoryczną. Rodzice potem będą się tymi zabawkami z dzieckiem bawić. Więc TAK! Mają prawo czegoś od tych zabawek chcieć!
Powodzenia w Waszych polowaniach na Prezenty Pewniaki Bez Pudła :)))
Razem
High hopes
Mam wielkie plany. I ambitne. I marzenia, których może nie zdążę zrealizować, tyle ich jest. Nie boję się i nie frustruję. Nie jestem tam i tam, nie robię tego czy tamtego, tu przytyłam, a to i tamto straciłam… Ale to nic. Nie jestem płytka i ograniczona. Nie zadowala mnie byle co. Wymagam potwornie dużo i od siebie i od otoczenia i od życia. Musi być super! A jak nie jest to nic, dalej się staram. Mama nauczyła mnie mnóstwa rzeczy, w tym perfekcjonizmu i żeby umieć cieszyć się z małych rzeczy. Kombinacja tych dwóch cech powoduje, że pragnę ideału, a jednocześnie wystarczy mi to, co mam. W ciągu dnia tysiąc drobiazgów powoduje, że jestem szczęśliwa. Zatrzymuję te momenty i robię im w sercu fotki. Często myślę o śmierci. Zwłaszcza ostatnio. Co zostawię? Co zapamiętam i czy będę mogła to zabrać ze sobą? Minki moich córeczek, ich uśmiechy i uśmieszki, postępy i postępki. To, jak mnie kochają. Śmieszne pytania i mądrości Misi, która odkrywa świat i chce, żebym była przy niej. Drzewa kołyszące się na wietrze. Widok jeziora tuż przed świtem. Promienie słońca iskrzące się we włosach Misi. Moment, kiedy biorę prysznic i odpływam, a woda łagodnie spływa mi po grzbiecie. Nasze spokojne wieczory na werandzie. Blask świec. To, że mój telefon działa i nie muszę go wymieniać. Łyk kawy. Widok mojej Mamy, gdy bawi się z Misią albo m,a w ramionach Myszkę. Jazda na rowerze. Chwila, gdy wsiadamy do samochodu i ruszamy, zostawiając cały popłoch związany z wyjściem z domu, a przed nami jest droga i rozmowa, na którą mamy czas. Smak czekolady. Mnóstwo smaków. Widok dziewczynek, kiedy śpią. Uczucie, gdy coś mi się uda. Nie coś wielkiego. Zwykle drobiazg. Obiad? Ogarnięta szuflada? Odnowiona staroć? Jakiś mały punkcik z mojej codziennej listy spraw, który mogę wykreślić, a endorfinki biegną prosto do serca. Nic wielkiego, ale gdy dodam te „punkciki” czuję się spełniona i szczęśliwa. Marzę o dużej stolarni, ze wszystkimi tymi narzędziami, ogromnym blatem roboczym na kozłach, dobrym światłem i własną lakiernią. I że umiem to wszystko obsługiwać, zaprojektować co tylko chcę, a potem to wykonać. A na razie mamy szopę, odgraconą, ale wciąż ciasną, z jedną żarówką, cieknącym dachem, stołem o zbutwiałych nogach i amatorskimi narzędziami „za stówkę”, które musimy przywozić, wywozić, pakowwać do pudeł i rozpakowywać i tak w kółko. I co? I jestem szczęśliwa!
Zabawa nie boli
Od miesiąca rozmyślałam, czytałam, podpatrywałam i gromadziłam. Nazwoziłam masę różnistych różności. Słoiczki tak zwanych kreatywnych i sensorycznych dóbr wszelkiej maści. Opakowania, miseczki, pudełka. Trochę spożywki (kasze, ryż, fasola, mąka ziemniaczana i pszenna, sól i makaron). I trochę chemii: płyn do zmywania, gliceryna, pianka do golenia i soda. Jeszcze wstążki, sznurek, klej, farby, kartki, papierowe talerzyki i kubeczki. Resztę zapewnia nam las: szyszki, patyki, igły, jagody, piasek, liście i oczywiście DYWAN, którego nie muszę zamiatać. Bałam się, że będzie bolało. Że będę się musiała poświęcać i udawać zaangażowanie. No i będę się musiała pobrudzić!!! A tu niespodzianka!!! Czekam na te nasze cudakowe zabawy nie mniej niecierpliwie niż Misia. Nie nudzę się i nie poświęcam. Razem wymyślamy, tworzymy, burzymy. Jest dynamicznie, bo Misia szybko się nudzi, ale przez to i ja muszę nakłonić wyobraźnię do sprawniejszego działania. Jest bardzo fajnie. To prawda, że muszę wymyślić, co będziemy robiły i jak. Choć tak naprawdę, to muszę tylko zacząć, pokazać, zachęcić, nakierować. To prawda, że jest przy tym więcej sprzątania (i prania). Czasem trzeba się przebrać, bo wszystko przemoczone i zapaćkane. To prawda, że czasem po długich minutach szykowania, wyciągania i miksturowania, Misia przelotem rzuca okiem, coś tam na szybko podłapie i zaraz biegnie szukać innych wrażeń. Ale to mnie jeszcze bardziej motywuje, żeby zastanawiać się, co się JEJ spodoba, co JĄ zainteresuje i wciągnie, jak ONA najbardziej lubi się bawić. I to sprawia, że uczę się mojej córeczki w całkiem nowy sposób. Poznaję ją, a ona poznaje mnie. Zabawa zmierza w nowe, nieplanowane wcześniej rejony. Ale to nieważne. Grunt, że jesteśmy razem.
Jan Kajus Andrzejewski
Dziadku, myślę o Tobie…. Dziękuję, że za nas walczyłeś. Szkoda, że nie zdążyliśmy się poznać. Mam nadzieję, że byłbyś ze mnie tak samo dumny jak ja z Ciebie. Nie znałam Cię, ale bardzo mi Ciebie brakuje. Zwłaszcza w takie dni jak dziś. Odziedziczyłam po Tobie dumę, upór i przekonanie, że honor jest ważny. Choć czasem tak trudno mi wierzyć, że czas honoru nie odszedł razem z Tobą…

Proste
Przyjemne nie zawsze jest pożyteczne. A pożyteczne zwykle nie jest zbyt przyjemne. Porządki są pożyteczne, ale zżerają czas na przyjemne. Czas się nie rozmnoży. Można polubić porządki do tego stopnia, aby stały się przyjemne. Ale to nie załatwia kwestii odpoczynku, czystej przyjemności i czasu dla najbliższych. Więc trzeba zredukować pożyteczne czyli mniej sprzątać. Aby mniej sprzątać trzeba mniej mieć. Jeszcze mniej. I przestać chomikować. I ciągle pilnować, aby ten mały chomiczek w sercu i w głowie nie odradzał się jak feniks. Odkrywam, że ważną pożywką chomiczka jest przeświadczenie, że jesteśmy nie dość zamożni. Specjalnie piszę, że to „przeświadczenie”. Bo ono jest bardzo często bardzo luźno związane z faktami o naszych finansach. Choć zarabiamy już nieźle, mamy co trzeba, udaje się zaoszczędzić, to nadal wszystko gromadzimy. Przecież „tylko bida się nie przyda”. Otóż nie! Ostatnie miesiące trochę nas finansowo przeciągnęły i to znalazło odzwierciedlenie w naszych szafkach i szufladach: więcej … wszystkiego. Paradoks: im mniej kasy tym więcej dobra wszelkiej maści. Ale czy na pewno dobra? Postanowiłam rzucić sobie wyzwanie i nas uwolnić od nadmiaru „wszystkiego”. Nie dlatego, że już nas stać i w razie czego sobie odkupimy, ale dlatego, że tego NIE POTRZEBUJEMY. A skoro nie potrzebujemy, to nie wywieziemy na działkę, nie zaniesiemy do piwnicy, nie upchniemy w pawlaczu. Pozbędziemy się kategorycznie i ostatecznie. I nie, nie odkupimy. Wyzwanie polega na tym, że dopadnę każdą szafeczkę, szufladę i półkę i do samiutkiego dna bezlitośnie, w myśl zasady „3P”, zredukuję zachomikowane złoża. A przy okazji wszystko gruntownie wysprzątam;) Wczoraj pokonałam biurko i naprawdę trudno opisać przyjemność, z jaką siadam teraz do komputera. Na resztę domu daję sobie czas do gwiazdki. Świąteczne porządki czas start! Do dna!
Myśl przewodnia
Kto komu przeszkadza
Nie mam problemu z dziećmi, które hałasują w zabawie, trzaskają drzwiami, krzyczą, piszczą, biegają i brudzą. Choć to może przeszkadzać innym. Dziecko to dziecko. Mam problem z rodzicami, którzy nie reagują. Nie zwracają uwagi. Nie upominają. Bezstresowo nie wychowują. Dziecko to dziecko. Bez granic uczy się, że może przeszkadzać innym.






