O prezentach jeszcze raz

Na początek wyjaśnienie. Zabrzmi znajomo, ale czuję, że nie zabrzmiało dotąd wystarczająco głośno, więc jeszcze raz:

Nie jestem niewdzięczna.

Zawsze staram się docenić dobrą wolę, pamięć, próbę sprostania naszym wymaganiom.

Ale właśnie dlatego, że widzę jakie to bywa trudne, opisałam nasz Prezentowy Poradnik na Prezent Pewniak bez Pudła.

Napisałam ostro, to fakt.  Ale taki trochę był mój zamiar. Nie dlatego, że jestem wkurzona na kogoś albo sfrustrowana. Przykład, który podałam o Francji i zielonej wstążce jest już”stary” i nie mam do niego emocjonalnego stosunku. Chciałam „mocno” uderzyć w pewne tabu, które jest chyba u nas kulturowo zakodowane, że zawsze trzeba przynieść coś, nie ważne co, bo liczy się serce. I wydaje mi się, że mamy w Polsce takie podejście, że „jak już prezent, to nie ważne jaki, bo to „serce” usprawiedliwia wszystko”. To z kolei jest zgodne z doktryną „tylko bida się nie przyda”. Jestem wielkim wrogiem tej doktryny! Jej źródła historyczne w naszym kraju są oczywiste. Jednak jej istnienie TERAZ jest już moim zdaniem mocno nieuzasadnione i, sorry doktryno, ale czas się rozstać.
Fakt, ważne jest „serce”. Ale moim zdaniem to, jaki prezent dajemy też jest bardzo ważne i jak ma być byle jaki, to lepiej nie dać nic. Mama mi zawsze mówiła: „jak masz dać byle co, to lepiej uściskaj dłoń, powiedz dobre słowo i nie daj nic, bo to „byle co” zamiast obdarować może kogoś urazić”. Mówiła też dużo krócej: „Małgosiu, nie wypada.”
Nie wiem, czy zauważyliście, ale celowo nie pisałam nic o tzw. prezentach praktycznych. Bo co to znaczy „praktyczne”? Ja się w kuchni obywam bez połowy najnowszych, dizajnerskich gadżetów i tak mi jest dobrze. Na pewno te gadżety są super praktyczne, ale nie dla mnie. Ja ich nie chcę potem układać, sprzątać, upychać w szafkach. Po prostu nie chcę ich!
Nie pisałam też nic o cenach. To nie ma znaczenia „za ile”. Pudełko czekoladek własnej produkcji jest dla mnie tysiąc razy bardziej wartościowe niż nie wiadomo jak wykwintne perfumy nie wiadomo skąd nie wiadomo za ile.
To co chciałam wyrazić w poprzednim poście, to po prostu proste wskazówki, że można lepiej. Nie dyskutuję z tym, że najważniejszy jest gest. Nie dyskutuję z tym, że jak będzie „pudło”, to zawsze można wyrzucić. Można. Ale można też się wsłuchać w tę drugą osobę i … trafić jej z prezentem od serca do serca 🙂 I może wtedy nikt nie będzie sobie ani nikomu nic wyrzucał…

Jaki fajny prezent… Ci dałem!

Święta idą. A że należę do tych, co nie lubią zostawiać na ostatnią chwilę, dziś słowo o prezentach.

Na początek wyjaśnienie: nie jestem niewdzięczna. Zawsze staram się docenić dobrą wolę, pamięć, próbę sprostania naszym wymaganiom. Ale właśnie dlatego, ze widzę jakie to bywa trudne, prezentuję nasz Prezentowy Poradnik na Prezent Pewniak bez Pudła.

Prezent Pewniak bez Pudła podoba się bardziej osobie obdarowanej niż tobie. Niby proste, a jednak w praktyce tak często widzę, gdy ktoś kupił/ wybrał prezent z myślą o sobie, a nie o obdarowanym. To podstawowy błąd!

Przykład:

Dostałam kiedyś coś z francuską typografią. Nie lubię Francji. Lubię Skandynawię. Coś przewiązane zieloną wstążką. Nie mam w domu nic zielonego. Lubię błękity, szarości i biel. Kto mnie zna, ten to wie. Dawca to wie. Wniosek? Może się mylę, ale poczułam, że dawca nie myślał o mnie. Dziękuję. Wolę nie dostać nic.

Prezent Pewniak bez Pudła można zużyć. Dlaczego? Bo to idealne rozwiązanie dla większości z nas. Dla minimalistów. Dla wybrednych. Dla typów „wszystko mam, nic nie potrzebuję”. Dla kogoś, kto jak ja nie znosi durnostojek, a nie każdy przecież musi wiedzieć, o jakiej książce lub płycie marzę. No więc co? Coś co się zużyje! Porządna kawa. Porządna herbata. Porządny alkohol. Porządne czekoladki. Ale porządne! Coś czego ten ktoś raczej nie kupi sobie sam. Oczywiście absolutny faworyt tej kategorii to wyroby własne: domowe nalewki, konfitury, ciastka… Mocne zwłaszcza dla korpopracusiów, którzy zwykle nie maja czasu sami wystawać w kuchni i produkować.

Jeśli wiesz z jakich sklepów korzysta ta osoba- bon podarunkowy to tychże. Nieromantyczne? A ja uważam, że właśnie bardzo romantyczne! Takie prezenty dostrzegają, co ta osoba lubi (sklep z planszówkami, manufaktura drewna, hipermarket budowlany, ciuchy czy wnętrzarska sieciówka?) A jednocześnie pozostawiają wybór. Prezent Pewniak Bez Pudła!

Przeżycie. Niematerialne wydarzenie lub usługa. Wybór jest ogromny. Od jazdy czołgiem do masażu czekoladą. W zasadzie każde hobby w wersji „do spróbowania”. Genialne!!!

List. Mój osobisty faworyt. To nie jest prezent dla każdego. Pisałam już o tym tutaj. Absolutny Pewniak nad Pewniaki. Uczucie zamknięte w słowach i utrwalone ręką bliskiej osoby na PAPIERZE. Och, bardzo staroświeckie. Cudowne!

Czego nie

Pierdółki. Durnostojki. Dziękuję. Wolę nie dostać nic.

Tandeta, „byle co, byle coś dać”.  Tu się właśnie najmocniej ujawnia o kim myślał dawca. Czy o uśmiechu obdarowanego czy o swoim „czystym sumieniu”, że coś tam przyniósł, nie ma lipy. Dziękuję za lipę. Wolę nie dostać nic.

Podaj dalej. Prezenty z serii: „dostałem, nie chcę, opchnę tobie”. Oooo! Bardzo dziękuję! Wolę nie dostać nic.

Kosmetyki. Czemu nie? Bo to dość ryzykowne i jeśli nie mamy wiedzy tajemnej, pewniaka raczej nie będzie, za to może być pudło. Większość z nas ma swoje ulubione marki, zapachy, serie. Do tego miewamy alergie. Lub po prostu niską tolerancję na aluzje kryjące się w kremie przeciwzmarszczkowym („jakie zmarszczki?!!!”) czy balsamie ujędrniajacym („jaki cellulit?!!!”).

Jeśli boisz się, że mimo tych wskazówek Prezent Pewniak się nie uda.

1. Warto się porządnie zastanowić. Pomyśleć. Poszperać w internecie. No i oczywiście zacząć wcześniej.

2. Warto pytać. Bliskich tej osoby, a nawet samą zainteresowaną. Nieromantyczne? A ja to wolę niż kolejną figurkę: wyrzucone pieniądze i straconą szansę, bym mogła się na prawdę z czegoś ucieszyć.

3. Warto zrzucać się na wyższe cele. Kilka osób, droższy prezent. Oczywiście lepiej to wcześniej skonsultować. A potem się pamięta, że „na 30tkę znajomi zrzucili się na…”.

O prezentach dla dzieci

Pokutuje u nas durne przekonanie, że zawsze trzeba przynieść jakiś drobiazg dla dzieci. Otóż nie!

Drobiazgi zaśmiecają.

To „zawsze drobiazg” uczy dziecko kojarzyć wizytę z prezentem, zamiast z przyjemnością z samej obecności. Gdy takie wyuczone dziecko za którymś razem czegoś nie dostanie, czuje się rozczarowane i smutne. A przecież mogłoby cieszyć się zwyczajnie z towarzystwa tej osoby.

ZAWSZE konsultuj z Rodzicami. Dlaczego?

Rodzice wiedzą co dziecko ma.

Rodzice wiedzą czego dziecko chce.

Rodzice wiedzą czego oni chcą dla dziecka. Stop! Czy rodzice mają prawo czegoś chcieć w sprawie zabawek? Tak!!! Mogą chcieć zabawek mądrych, ładnych, nieróżowych, porządnych, rozwijających twórcze myślenie, wspierających rozwój i integrację sensoryczną. Rodzice potem będą się tymi zabawkami z dzieckiem bawić. Więc TAK! Mają prawo czegoś od tych zabawek chcieć!

Powodzenia w Waszych polowaniach na Prezenty Pewniaki Bez Pudła :)))

Proste

Przyjemne nie zawsze jest pożyteczne. A pożyteczne zwykle nie jest zbyt przyjemne. Porządki są pożyteczne, ale zżerają czas na przyjemne. Czas się nie rozmnoży. Można polubić porządki do tego stopnia, aby stały się przyjemne. Ale to nie załatwia kwestii odpoczynku, czystej przyjemności i czasu dla najbliższych. Więc trzeba zredukować pożyteczne czyli mniej sprzątać. Aby mniej sprzątać trzeba mniej mieć. Jeszcze mniej. I przestać chomikować. I ciągle pilnować, aby ten mały chomiczek w sercu i w głowie nie odradzał się jak feniks. Odkrywam, że ważną pożywką chomiczka jest przeświadczenie, że jesteśmy nie dość zamożni. Specjalnie piszę, że to „przeświadczenie”. Bo ono jest bardzo często bardzo luźno związane z faktami o naszych finansach. Choć zarabiamy już nieźle, mamy co trzeba, udaje się zaoszczędzić, to nadal wszystko gromadzimy. Przecież „tylko bida się nie przyda”. Otóż nie! Ostatnie miesiące trochę nas finansowo przeciągnęły i to znalazło odzwierciedlenie w naszych szafkach i szufladach: więcej … wszystkiego. Paradoks: im mniej kasy tym więcej dobra wszelkiej maści. Ale czy na pewno dobra? Postanowiłam rzucić sobie wyzwanie i nas uwolnić od nadmiaru „wszystkiego”. Nie dlatego, że już nas stać i w razie czego sobie odkupimy, ale dlatego, że tego NIE POTRZEBUJEMY. A skoro nie potrzebujemy, to nie wywieziemy na działkę, nie zaniesiemy do piwnicy, nie upchniemy w pawlaczu. Pozbędziemy się kategorycznie i ostatecznie. I nie, nie odkupimy. Wyzwanie polega na tym, że dopadnę każdą szafeczkę, szufladę i półkę i do samiutkiego dna bezlitośnie, w myśl zasady „3P”, zredukuję zachomikowane złoża. A przy okazji wszystko gruntownie wysprzątam;) Wczoraj pokonałam biurko i naprawdę trudno opisać przyjemność, z jaką siadam teraz do komputera. Na resztę domu daję sobie czas do gwiazdki. Świąteczne porządki czas start! Do dna!

Praca

image

Najbardziej lubię poranki. Budzimy się! Mama, obudź się! Wyspałaś się? Wyspałaś się? Wstajemy zwykle już spóźnione. Szybko, szybko. Otwieram okna. Łyk wody. Oporządzam dziewczynki. Pieluchy, nocniki, piżamki, sukienki, kamapki, piersi… Odprowadzam Misię. Oddech. Śniadanie, szybki prysznic. Oddech. Oblatuję dom: ścielę łóżka, zbieram rozwleczone po domu w porannej gonitwie fanty, ciuszki, zabawki, naczynia. Opróżniam zmywarkę, ładuję zmywarkę, składam pranie, wstawiam pranie. Ogarniam kuchnię, zbieram myśli. Oddech. Sprawdzam plan na dziś. Jestem gotowa, żeby wziąć się do pracy;)