Przewrotnie, a jakże… Wielu z nas czuje się pewnie teraz jak te jajka…
Choć teoretycznie jest po świętach, jesteśmy wciąż w gotowości, aby, gdy minie zły czas, urządzić wielkanocne poprawiny i przytulić tych, których od tak dawna nie możemy przytulić.
Czytałam ostatnio, że Ci, którym trudno jest wysiedzieć w domu to jakiegoś rodzaju mięczaki. Że histeryzują i jęczą. Że skomlą jak baba. Że rozmemłani… zasmarkani i pogubieni. I że w d… się poprzewracało…
Ale nazwijmy to przez chwilę inaczej…
Wrażliwość? Bo tęsknimy, odczuwamy samotność naszych Rodziców, smutek dzieci, które tęsknią za aktywnością na świeżym powietrzu i za przyjaciółmi ze szkoły, lęk przyjaciół, którzy stracili pracę… Czujemy swój gniew, tęsknotę, bezsilność, frustrację, niepokój…
A może to świadomość swoich potrzeb, których, jak cudowny nie byłby nasz dom, nie możemy teraz zaspokoić? I długo nie będziemy mogli?
Kocham mój dom. Moje życie w nim to sielanka: rodzina, warunki, piękno, zieleń za oknem… Mam tu całkowite lagom. I… kocham też podróże, rower, las, pływanie, aktywność, spotkania, żagle, góry… Czy to fanaberie? Może dla Ciebie. Dla mnie to moje życie. Istotna jego część. Przyzwyczajenie? Nawyk? Styl życia? Nałóg? Wyznanie? Religia?
Ostatnio znów widzę, jak strasznie odstaję. Mogłabym iść po wódkę i papierosy, zahaczając po drodze o kościół i aptekę, aby kupić coś na uspokojenie i dobry sen.
Ale mój nałóg i moja religia nie mieszczą się w przeciętnej krajowej. Mój nałóg i moja religia to teraz fanaberie, bez których powinnam się obejść. Dlaczego? Dlaczego niektórym się zdaje, że mają prawo wyrokować, które i czyje potrzeby są potrzebniejsze od innych? Rozumiem, że nie mogę wyjść. I od ponad miesiąca praktycznie nie wychodzę. Ale czy mogę zachować choć teoretyczne prawo, aby lubić i potrzebować innych substancji odurzających niż przeciętna krajowa? Nawet, jeśli chwilowo nie mogę ich mieć? Czy potrzebne jest to całe przezywanie, wyśmiewanie, obrażanie tych „innych niż większość”? Czy naprawdę średnia krajowa musi być wyznacznikiem normalności?
Tak, to moje bardzo osobiste wyznanie: ja się upijam i modlę inaczej niż większość. Czy to źle?

