
Czaiła się za rogiem, nieśmiało pytając, czy znajdę dla niej czas. Aż w końcu po prostu przyszła. Coś tam o sobie słyszałyśmy, a że obie kochamy drewno, szybko znalazłyśmy wspólny język…
Pirografia. Wypalanie. Piromania? Trochę. Ale wolę myśleć, że jednak tworzę, a nie tylko sieję zniszczenie;))) Znów przekonuję się, jak potrzebna mi praca moich rąk. Nareszcie mam zajęcie dość twórcze, by sie artystycznie wyżyć i dość proste, by nie czuć się jak twórczy profan (bo ja jednak NIE UMIEM rysować). Od miesiąca chodzę po mieszkaniu z szaleństwem w oczach i pytaniem”co by tu jeszcze?” :))) I czuję, że to będzie znajomość na dłużej…
