
Nie mam telewizji od 10 lat! I mieć nie zamierzam. Czuję się wolna, szczęśliwa i nie tęsknię. Jako małżeństwo nie mieliśmy TV nigdy. Nie mieliśmy TV na długo zanim pojawiły się dzieci. Dlaczego? Posłuchajcie…
Postaram się powsciągnąć od pisania o telewizji w warstwie treści. Choć przecież misja narodowa i podobno nareszcie jest blisko obywatela. Że jakieś „D-polo” na afiszu i nie chodzi tu wcale o koszulki… Ja jestem #dzieciństwo w PRLu i jak coś jest blisko obywatela to się robię podejrzliwa… Ale do brzegu…
Weźmy sam telewizor, pudło, czarny ekran, który bardzo się kurzy i dużo kosztuje… Ale ponad 96,8% Polaków go jednak ma. Po co?
Kilka obiegowych opinii o TV:
- ogłupia
- szkodzi dzieciom
- edukuje /uczy życia/ pokazuje świat
- demoralizuje / wystawia dzieci na nieodpowiednie dla nich treści
- oglądana powyżej 2 h dziennie może powodować:
- problemy z koncentracją i zachowania agresywne
- problemy z pamięcią, gorsze wyniki w nauce i … otyłość
- problemy ze wzrokiem…
Po kolei…
1.TV ogłupia
Moim zdaniem to oczywiste. Oglądając TV jestem „tylko” konsumentem, wyborcą, obywatelem (w tym „dawnym” rozumieniu, w jakim użył go po sylwestrze pan dyrektor Jacek K.). Niby mam różne kanały i wybór, ale ten wybór siedzi w głowie (w kieszeni?) dyrektora programowego i jego sponsorów. Ten wybór jest bardzo pozorny (i na serio bardzo mierny!) Przez większość czasu dostaję jakieś skisłe marchewki, które mają spowodować we mnie określone zachowania i stany. Gdy to odpowiednio długo sączę, zaczynam w te narracje wierzyć. Że tak wygląda „prawdziwe życie”. Że jeszcze potrzebuję do szczęścia tego i tamtego. I ogólnie, to powinnam się bać. Dużo w tym zarządzania zbiorową histerią, szczucia i… konsupmcjonizmu. Not my story. Uprzejmie dziękuję.
2. TV Szkodzi dzieciom czy 3. Edukuje /uczy życia/ pokazuje świat
Przyznaję, jestem trochę ortodoksem. Do 2 rż. nasze dzieci nie oglądały w zasadzie nic! TV nie mamy, więc to było proste. Ale wliczamy tu też rzeczy z kompa i telefonu. Czyli całkowite nic. Z pierwszym dzieckiem poszło elegancko, z drugim (gdy już to starsze oglądało #Nasze bajki z komputera), było nieco trudniej, ale zasadniczo też sukcesik.
Przesadzam. Na pewno. Ale powiem Wam czemu. Do 2 roku życia dziecko uczy się przez naśladowanie. To muszą być rzeczy prawdziwe, fizycznie namacalne, z najbliższego otoczenia. I społeczne. Pokazywane przez Rodzica/ Opiekuna, który siedzi obok. Czyli tzw. social learning. Dziecko do ok. 19 m-ca życia myli jeszcze rzeczywistość z fikcją, którą widzi na ekranie. Dopiero przedszkolaki są w stanie wyciągnąć jakieś pojedyncze elementy edukacyjne z bajek i je przetworzyć. Ale nawet tym starszym dzieciom powinien towarzyszyć w oglądaniu dorosły, który wytłumaczy, co się dzieje, rozwieje wątpliwości, pomoże przeżyć trudne emocje (strach, smutek, złość), a one czasem pojawiają się w najmniej spodziewanych momentach.
Mówimy tu tylko o programach stricte dla dzieci. Ale w przerwach są jeszcze reklamy, zapowiedzi, wciąż coś miga, gra, wpada, obrazki zmieniają się bardzo szybko… To bardzo „ściąga” uwagę. Z resztą nie tylko maluchów, bo nasz mózg jest tak skonstruowany, by reagować podwyższoną gotowością na ruch, dźwięk i… ludzkie twarze czy postacie. Ten stan ciągłej gotowości z jednej strony odwraca uwagę od „reszty świata”, uniemożliwiając maluchowi próby utrzymania koncentracji. Z drugiej strony – ta ciągła gotowość wywołuje napięcie i nadmienrne pobudzenie. Nierzadko także niepokój, strach i podenerwowanie. Układ nerwowy jest nieustannie bombardowany bodźcami, które są nieproporcjonalne do możliwości malucha. Dla dziecka ta sensoryczno-emocjonalna bomba, to po prostu materiał, który go przerasta. Niemożliwy do przetworzenia. Czy tylko dla dziecka? Ja po półgodzinnym bloku reklamowym mam ochotę wyć. Wiele DOROSŁYCH osób wprowadza w swój wieczorny rytm tzw. czas „no-device”? Godzinę lub dwie przed snem wyłączają wszelkie migające urządzenia i… bardzo to sobie chwalą. Lepiej śpią. Lepiej odpoczywają. Ja to robię coraz częściej. Więc rzucam Wam do zastanowienia… albo wypróbowania 😉
Wbrew obiegowej opinii, TV nie wzbogaca słownictwa maluchów. Wiele badań potwierdza, że maluchy wpatrzone nieustannie w monitor zaczynają mówić później, a ich zasób słów jest mniejszy. Brzmi to dość intuicyjnie – maluchy uczą się mówić w relacji z dorosłym. W prawdziwej interakcji z żywym człowiekiem, którego starają się naśladować i coś mu zakomunikować! Ta potrzeba kontaktu jest naturalnym bodźcem i stymulatorem do podejmowania samodzielnych prób mówienia (i nie tylko).
4. TV demoralizuje / wystawia dzieci na nieodpowiednie dla nich treści
Za moich telewizyjnych czasów (a to było 10 lat temu!!!) reklamy, które latały w ciągu dnia nie nadawały się dla dzieci. Seriale i programy, które zwiastowano w przerwach bajek nie nadawały się dla dzieci. Czy jest lepiej? Niektóre reklamy są piękne, to fakt. Ale większość? Podpaski, prezerwatywy, sex, środki do depilacji, coś na wzdęcia, coś na odchudzanie, antyrobal, antyfekator, wyciąg z… No i wszechobecne kup kup kup! Pamiętacie tę scenę z Dnia Świra? Smacznego!
https://www.youtube.com/watch?v=RBJoqrriMKI
Dla mnie – jest jeszcze gorzej, bo znaczna część bajek i programów dla dzieci też się moim zdaniem dla dzieci nie nadaje. Warstwa ilustracyjna – masakra, wartswa muzyczna – masakra, warstwa emocjonala – masakra. Ale o tym powstanie oddzielny cykl #NaszeBajki.
Wchodzimy na grunt skrajny. Według różnych szcunków, 90% dzieci, które nie ukończyły jeszcze drugiego roku życia, spędza regularnie przed jakimś monitorem (telewizorem, laptopem, komórką czy tabletem) ponad dwie godziny dziennie! To boli, ale potrafię to sobie wyobrazić, bo w wielu domach telewizja hula po prostu cały czas. Co wtedy?
Telewizja (lub Internet) oglądane powyżej 2 h dziennie mogą powodować:
- problemy z koncentracją i zachowania agresywne (por. bad. Iowa State University)
-
gorsze wyniki w nauce i … otyłość (por. bad. Uniw. Montrealskiego, Uniw. of Michigan, np. „Television and Children”, Kyla Boyse, 2010)
-
problemy ze wzrokiem
Gdy dziecko długo wpatruje się w monitor – przestaje mrugać, a to prowadzi do wysuszenia spojówek. Gdy dziecko długo wpatruje się w monitor nie robi innych rzeczy… Nie biega, nie czyta, nie układa klocków, nie gada z siostrą, nie patrzy za okno, nie śpi i nie jest aktywne. Wegetuje i samotnie sączy, co mu pan dyrektor do kroplówki wleje. Nie wiem jak Wam, ale mnie na samą myśl cierpnie skóra.
Czy i co zamiast TV?
Pojechałam stronniczo i kategorycznie, ocierając się nawet chwilami o spiskowe teorie i brak patriotyzmu. Trudno. Telewizji (każdej) mówię stanowcze, nieodwołalne i wiekopomne NIE! Ale… nie jesteśmy aż tak „unplugged”. Rozumiem realia cyfrowego świata (życia?). Tak, spokojnie, mamy komputer, Internet i rzutnik. A tam #NaszeBajki.
„A jaka to różnica?” zapytacie. I słusznie! Różnic jest kilka, ale jest i (niestety) kilka podobieństw. I kilka nowych zagrożeń, których TV nie ma. Ale o tym wszystkim następnym razem.
Tymczasem zbliża się pora no-device. Czego sobie i Wam życzę :)))

Jedna myśl na temat “Telewizja?”