Czego potrzebujesz?

Znów sukcesik. Słucham w radiu o przedświątecznej gorączce i jej u siebie nie stwierdzam. Być może ostatnie wydarzenia, znacznie „grubsze”, ułatwiły mi nieco nie wpadanie w popłoch z byle powodu.

A być może nareszcie nauczyłam się wsłuchiwać w potrzeby swoje i najbliższych i nie świrować w imię… No właśnie… W imię czego?

Coachingowo zapytałam sama siebie czego potrzebuję w tę święta? Potrzebuję spokoju, ciszy i bliskości moich najbliższych. I jeszcze kawy i mazurka. Tu się całkowicie zaskakująco zgadzamy z Misiem. Moje urwisetki chcą malować jajeczka, spotkać się z babciami i dziadkami, pójść że święconką do kościoła, a potem zjeść czekoladowe zające. Moja Mama chce odwiedzić grób swojej Mamy, mojej Babci. Na spotkanie z Rodziną chcemy jeszcze upiec nasz chleb. Więc to wszystko zrobimy. I tylko to. Nie spinam się by zadowolić wszystkich. By sprostać jakiemuś zabójczemu wyobrażeniu perfekcyjnej. Nie robię w tym roku świąt. I co? I nic. W sobotę pojedziemy na cmentarz, w niedzielę w gości, a w poniedziałek mamy Easter Outdoor Brunch na jakiejś ławce w parku. Dziewczynki będą zachwycone, ja też.

W domu bałagan straszny. Ogarnęłam już nieco łazienki. Odgruzuję jeszcze stół. Trochę. Trochę, tzn. tyle, na ile starczy sił. A potem zrobię dla nas kawę i ukroję mazurka. To całkowicie wystarczy. Ogarnianie otoczenia z nadmiaru rzuca się na mózg. I na inne sfery życia. Upraszcza. Zostaje Ci tylko to, czego tak naprawdę potrzebujesz. I to wystarczy.

Życzę Wam, abyście spytali siebie, czego tak naprawdę potrzebujecie, a potem to zrobili. I to wystarczy.

Dodaj komentarz