
Dom jeszcze nie do końca posprzątany, prezenty niektóre wciąż czekają na papier i wstążki, tu i tam trzeba by jeszcze coś upichcić, doprawić, naszykować…
Ale jesteśmy gotowi. W tym roku postanowiłam bardziej niż zwykle nie dać się oszaleć i nie robić tego wszystkiego kosztem NAS:) Postanowiłam nie zachetać siebie i wszystkich aż do znienawidzenia. Postanowiłam jeszcze bardziej wsłuchać się, czego od tych Świąt oczekują moi najbliżsi. Co być musi, a bez czego możemy żyć? Zawsze się o to staram, ale w tym roku, z uwagi na szalejące wokół burze, postanowiłam naprawdę się nie dać! I udało się: mamy uśmiechy na twarzach, luz i spokój w środku i fajne oczekiwanie na więcej. Nie mamy żalów, pretensji i morza goryczy, że tyle zrobiliśmy i wydaliśmy, a ktoś nic. To, co najważniejsze zostało ocalone: nasza bliskość:) „I żeby było nam miło”, jak to mówi Misia. To są zdecydowanie NASZE Święta:)))
Życzę Wam tej bliskości i odwagi by o nią walczyć odpuszczając inne walki i zmagania. Niech Wasze życie będzie jak najczęściej słodkie i kolorowe jak lukrowane pierniczki. I żeby było Wam miło :)))
