Prawo własności

Szanujemy własność naszych dzieci. Szanujemy to, że mogą nie chcieć się czymś podzielić w danej chwili albo…

w ogóle wcale. Skoro coś jest ich, to one decydują (i ponoszą konsekwencje tych decyzji). Jeśli jedna nie da czegoś drugiej, to potem druga nie da pierwszej i one już rozumieją ten mechanizm. Rozumieja, że gdy się dzielą – zyskują. A gdy się nie dzielą, zostają z tą rzeczą, ale… same. Zwykle nie ma problemu. Albo udaje im się jakoś dogadać, jeśli problem się jednak pojawi. Czasem w poczuciu niesprawiedliwości przybiegają do nas i wspólnie szukamy rozwiązania. Zachęcamy je do dbania o potrzeby innych, ale nie kosztem własnych potrzeb. Nie zmuszamy. Nie manipulujemy tekstami „nie bądź takim egoistą!”, „musisz się dzielić”, „zobacz jaka grzeczna dziewczynka… dała ci zabawkę, a ty?!”…

A Ty? Gdyby przyszedł do ciebie sąsiad i bezceremonialnie wziął do ręki twój telefon, kluczyki do samochodu, laptopa, planner… Albo bez pytania otworzył lodówkę i wypił Twoje ostatnie piwo lub uwalił się na Twoje łóżko… czy na prawdę nie byłoby problemu? Czy naprawdę MUSISZ się wtedy podzielić? Niezależnie od Twoich potrzeb, możliwości i emocji związanych z tymi przedmiotami? Czy musisz wbrew sobie zadbać najpierw o niego?

Nasze dzieci nie muszą się dzielić, jeśli nie chcą. Ale czasem jednak muszą… gdy ich prawo własności jest gwałcone.

Byliśmy ostatnio na placu zabaw. Dziewczynki przyjechały na swoich rowerkach, zaparkowały z boku i poszły się bawić. W tym czasie do rowerka Misi podeszła mama z maluszkiem. Na moje oko miał półtora roczku, poziom zaciekawienia adekwatny do wieku (wielki) i równie adekwatne zrozumienie, że nie ruszamy cudzych rzeczy bez pytania (zerowe). Ale luz, od maluszka nie wymagam.

Mama to co innego. Ale czy na pewno? Posadziła go na siodełku. Bez pytania. O, tu masz dzwoneczek, zobacz, możesz sobie zadzwonić. Dryń, dryń… A tu jest kierownica, pokręcisz sam? Brum, brum… Przyglądałam się temu z lekkim osłupieniem, z którego wyrwała mnie Misia.

– Mamusiu, nie można bez pytania wsiadać na czyjś rower!

Pełna zgoda, no nie można! Maluszek niechętnie spełzł z siodełka, rower walnął o ławkę i się przewrócił. Ale tego już mama maluszka nie ogarnęła, bo nieco obrażona skierowała z maluszkiem kroki w stronę rowerka biegowego Myszki. I znów to samo. Maluch bez pytania sam zasiadł w siodle. Mama złożyła nóżkę i gdy ujechali pierwsze kilka kroków od niechcenia sypnęła mi przez ramię:

– To co, przejedziemy się, tak?

Znowu mnie zamurowało, więc westchnęłam tylko:

-No… Ekhm…

– A… Problem jest? Że zniszczymy? Nie, no, jak to TAKI problem to nie. Chodź ziutku, ta pani nie pozwala…

Foch.

Chciałam nawet wytłumaczyć, że to trzeba spytać Myszkę, a nie mnie. I że nie mam problemu z pożyczaniem tylko z nie pytaniem czy w ogóle można ZANIM się wtargnie na czyjąś własność. I ogólnie to może nie tym tonem, bo ja naprawdę nie muszę się godzić… Ale nie zdążyłam. Ta pani nie pozwala!

No, nie pozwalam żeby iść jak po swoje jak to coś swoje nie jest. Coś jest czyjeś i trzeba spytać! Nie pozwalam, żeby brać bez pytania. A jeśli spytasz, ale myszki się nie zgodzą? Będziemy rozmawiać. Spróbuję je zachęcić. Ale jeśli się dalej nie zgadzają to nie, nie pozwalam.

Nie wymagam od innych dzieci, żeby oddawały w zabawie swoje ulubione przedmioty moim córkom. W ten sposób szanujemy własność innych i uczymy sie, że to oni o tym decydują czy i na jakich zasadach chcą nam coś pożyczyć. Albo nie. I to jest w porządku. Moje zabawki, mój wybór!

Jak wiele znacie osób, które poświęciły życie, żeby zaspokajać potrzeby innych kosztem siebie w taki niezdrowy sposób, wbrew sobie. A potem żale, pretensje, poczucie wykorzystania i krzywdy, gorycz i wypominanie.

To ja i tylko ja jestem odpowiedzialna za zaspokojenie moich potrzeb. Mogę prosić o pomoc innych, ale oni NIE MUSZĄ się zgodzić. I tak samo ja nie muszę, jeśli czuję, że zrobiłabym to wbrew sobie. Brzmi egoistycznie? Dla mnie brzmi całkiem zdrowo. Dbam o siebie, ale nie kosztem innych. Dbam o innych, ale nie kosztem siebie. I dbam, aby inni dbając o siebie nie robili tego kosztem mnie.

I wiecie co? Od dawna nie mam do nikogo o nic pretensji:)))

Dodaj komentarz