
Foto: https://pl.wikipedia.org/wiki/Lappeenranta
Dawno się w wątku skandynawskim nie pojawiałam. Głównie dlatego, że chciałam podejść do tego tematu z właściwym nabożeństwem. Zrobić porządny research, poszukać wiarygodnych źródeł i jakoś tak wyjątkowo namaścić kwestię, która dla mnie jest prawie wyznaniem: Skandynawia jest prze-cu-do-wna!!! Ale na to potrzeba by dużo czasu, co od razu ostudziło mnie w zapałach i… skutecznie zatrzymało. A potem pomyślałam, że przecież kocham Skandynawię na takim etapie wiedzy i znajomości, jaki mam teraz. Nie chcę udawać większego znawcy niż jestem. Nie chcę opowiadać o ukochanej jak lekarz, który doskonale zna szczegóły anatomii, ale brak mu osobistego zaangażowania i bliskości. Opowiem więc po prostu o swojej miłości.. (choć trochę solidnego info też się tu z pewnością pojawi 🙂
Pisałam już o pierwszym zauroczeniu, gdy żeglując po zimnych wodach Bałtyku z mgły wyłoniło się Christiansø. Ale po co w ogóle tam jechać? Przecież tam jest pusto, ciemno i zimno. Hmmm… ja to widzę całkowicie inaczej…
Skandynawia to dla mnie powrót do korzeni. Jestem 1/8 krwi Finką i prawdopodobnie dlatego tak mnie ciągnie na północ. Czuję, jakbym miała w sobie nordycki magnes, który ładuje się za każdym razem, gdy się do Skandynawii zbliżam. A potem ciągnie mnie jeszcze bardziej. Do tego blond włosy, północne rysy i budowa ciała. Jestem Polką i bez dwóch zdań należę tutaj. Ale jest też to dziwne, zaskakujące wrażenie, że pasuję również tam.
Moja prababcia, Malwina Backlund była Finką i żoną polskiego farmaceuty, a mojego pradziadka, Jana. Ich syn, a mój dziadek, Jan Kajus Andrzejewski, urodził się w malowniczym miasteczku Villmanstrand, które dziś nosi nazwę Lapernranta. Reszta historii niestety zasnuta jest mgłą. Dziadek zginął w Powstaniu Warszawskim w wieku 31 lat, a moja babcia nie znała chyba zbyt wielu szczegółów fińskiej historii swojego ukochanego. Nie zdążyłam ją o to wszystko wypytać. Z resztą niechętnie wspominała tamte czasy. Trauma wojny. Utrata miłości życia. Walka samotnej kobiety o przetrwanie z dwójką malutkich dzieci. Konieczność ukrywania się, bo tzw. nowa Polska wyklęła bohaterów AK, w tym jej męża, który dla tej „nowej Polski” oddał życie. Ci, którzy przeżyli musieli się rozdzielić, ukrywać i dalej walczyć o przetrwanie. Przeszłość została w przeszłości.
Ta nieodkryta historia mojej rodziny sprawiła, że od zawsze patrzyłam na Skandynawię z ogromnym zaciekawieniem i tęsknotą. To zrozumiałe, że pcha mnie tam potrzeba poznania prawdy. Ale jest też to irracjonalne poczucie, że kawałek mnie został tam, na północy. I że muszę go odkryć!
