
Jesteśmy cały czas w temacie oszczędzania na PRZEDMIOTACH. Najprostsze, co można zrobić z niepotrzebnościami to sprzedać i nie kupować więcej. Ale co z tzw. „przydasiami” – z rzeczami, które nagromadziliśmy, bo można je jeszcze wykorzystać?
To oczywiście wspaniałe pole, aby przyoszczędzić! Czasami nawet przez dłuuugie miesiące, jeśli jesteśmy chomikami i uzbieraliśmy dużo zapasów.
Oszczędzanie przez zużywanie
Bardzo lubię tę formę oszczędności, bo dzięki niej pozbywam się nadmiaru i nie muszę wydawać ani złotówki na rzeczy, których potrzebuję. Podwójny zysk! Szczególnie efektywne jest zaplanowanie „wyjadania zapasów” na czas, kiedy wiemy, że budżet będzie napięty i chudy. U nas taki moment wypada zwykle w listopadzie. Wtedy mamy większość ubezpieczeń (w tym ubezpieczenie samochodu, więc dochodzi jeszcze koszt mechanika i przeglądu). W listopadzie duża część naszej rodziny ma urodziny lub imieniny, więc potrzebny nam jest dodatkowy fundusz na prezenty. Również w listopadzie kupujemy większość prezentów na Święta i wtedy też budujemy bufor finansowy na inne okołogwiazdkowe wydatki i ewentualny krótki wypad w przerwie między Świętami a Nowym Rokiem. W listopadzie zaczyna się sezon chorobowy, a więc dochodzą jeszcze wydatki na lekarzy i leki. Listopad jest finansowo zły.
I właśnie w listopadzie mamy nasze doroczne, rytualne, rozmrażanie lodówki. Dlaczego? No właśnie dlatego, że wyjadając zapasy z lata i jesieni nie muszę martwić się o obiady przez dobrych kilka, a czasem kilkanaście dni. Wyjadamy wszystko do dna, a przy okazji robimy miejsce na dary i gościńce, które wjadą do lodówki na Święta. Jeśli nie damy rady ich przejeść, powędrują do czyściutkiej, pustej zamrażarki i wspaniałe posłużą nam w marcu, naszym drugim chudym miesiącu. W ogóle polecam Wam gorąco zaprzyjaźnić się z zamrażarką. To naprawdę jeden z moich ulubionych wynalazków. Ale o tym powiem więcej, gdy na tapetę wjedzie temat jedzenia. Na razie, tak jak stare, dobre ludy łowiecko-zbierackie, gromadzimy, gdy jest, aby wyjadać kiedy nie będzie.
Eko-minimalizm
Ale wyjadać można nie tylko jedzenie. W duchu minimalizmu i eko, staram się wykańczać końcówki zanim sięgnę w sklepie po nową rzecz. Świetnym przykładem są tu kosmetyki i chemia gospodarcza, ale też opakowania, a nawet książki.
Przestań wyrzucać kosmetyki. Jeśli musisz wyrzucać tzn. że masz za dużo. Zajrzyj do szafki i sprawdź uczciwie, ile masz powtarzających się produktów. Trzy balsamy, cztery kremy, dwa dezodoranty, dwa szampony itp. Spróbuj to zużyć i dopóki nie zużyjesz, nie kupuj nic nowego. To samo dotyczy małych, jednorazowych saszetek, dołączanych jako reklamówki w promocji. Nie zbieraj tego, aż się przeterminuje! Zużyj je. Przekonasz się, na jak długo Ci to wystarczy i jak bardzo odwlecze się w czasie moment, gdy będziesz musiał coś dokupić.
A co jeśli nie da się wykorzystać, bo to np. produkt dla dziecka, a dziecko wyrosło? Niewykorzystany Linomag czy lanolina to Twój nowy krem do stóp na noc. Ge-nial-ny! Niewykorzystana oliwka dziecięca to Twoja nowa emulsja do butów (działa cuda i przedłuża żywotność skórzanych butów BARDZOOOO;) Podobnie stare balsamy do ciała czy kremy. Skóra je kocha, skóra butów także. Nie pamiętam, kiedy ostatnio kupowałam pastę do butów.
Nie kupuję żadnych szmatek, tylko daję drugie życie podziurawionej odzieży i pościeli. Nie kupuję worków na śmieci, bo ilość torebek foliowych, która toczy się przez nasz dom wystarczyłaby na zaopatrzenie w worki na śmieci jeszcze przynajmniej z dwóch domów. Prawie nie kupuję opakowań do żywności. Staram się odzyskiwać te, które zostają nam np. po lodach. A że lubimy lody, to i stałe dostawy pudełek gwarantowane. Nie kupuję kartonów tylko spłaszczam ze dwa, trzy pudła pozostałe z jakichś gabarytowych przesyłek i czekają w piwnicy na swój dzień. Nie kupuję wstążek ani jednorazowych torebek na prezenty. Nie kupuję słoików na przetwory, gumek recepturek ani etykiet na domowe łakocie. Te ostatnie recyklinguję z… pozostałości po naklejkach moich dzieci. Takie etykietki mają tę dodatkową zaletę, że pięknie schodzą ze słoika, nie rozmazując się ani nie pozostawiając śladów kleju. Papier do drukarki do domowych wydruków używam dwukrotnie, z obu stron. Podobnie z resztą jak papier do odręcznych notatek. Kartka ma dwie strony i to jest ok.
Dopóki mam na półce zaległości czytelnicze, nie ciągnie mnie specjalnie, żeby kupować nowe książki, bo po co mają się kurzyć? W ogóle staram się nie kupować książek, tylko pożyczać. Mamy co prawda ogromny regał, no ale on nie jest z gumy… Kupuję tylko te książki, do których wiem, że będę wracać.
Odzyskuję, bo denerwuje mnie wszechobecna góra śmiecia, także w moim domu. Odzyskuję, bo to najprostsza forma ekologii, którą tak łatwo mogę wprowadzić do naszej codzienności. Odzyskuję, bo dzięki temu redukuję nadmiar i oszczędzam.
Dziś załóżmy, że nie kupując 1 kosmetyku (20 zł), 1 opakowania worków na śmieci (2zł), 1 opakowania szmatek (3 zł) i 1 opakowania na żywność (5zł), uda Ci się zaoszczędzić 30 zł miesięcznie. 30*12 = 360 zł.
Na samych przedmiotach zaoszczędziliśmy już 960 zł w skali roku, a to dopiero początek!!!
Nie poddawaj się!
fikago

świetny wpis i dużo przydatnych rad. Sporo z Twoich sposobów sama stosuję. Co jest znacznie łatwiejsze u mnie – bo mieszkam na wsi i nie ogranicza mnie przestrzeń. Na pewno będę zaglądać tu częściej:) Pozdrawiam
PolubieniePolubienie
Dziękuję:))) Niedługo wracam to cyklu o finansach;))) bo to jeszcze nie koniec, więc zapraszam serdecznie:)))
PolubieniePolubienie