
Kocham drewno. Jego plastyczną i prawie nieograniczoną naturę, która poddaje się moim dłoniom, jeśli tylko podchodzę do niego z należytym spokojem i cierpliwością.
Od bardzo, bardzo dawna marzyłam o kursie stolarskim. Potem odkryłam miejską stolarnię Wióry Lecą i moje marzenie stało się nagle bliskie i namacalne. Minęło jeszcze trochę czasu, nim rzeczywistość równie mocno zbliżyła się do mojego marzenia, co moje serce. Aż w końcu przyszedł ten dzień!!! Dwa cudowne dni:))) Dzięki inicjatywie Kasi i Michała drobni domowi majsterkowicze i majsterkowiczki mogą na własnych dłoniach poczuć cud drewnianego stworzenia! Nawet bez własnego super sprzętu i warsztatu. W zasadzie – zwłaszcza bez nich.
Wydawało mi się, że kocham drewno. Ale tu, w wiórowej stolarni, moja drewniana miłość połączyła się z wiarą, że mogę i potrafię 🙂 I to połączenie zapadło mi w serce na mur-beton. Na kołki, wkręty, wielowpust i jaskółczy ogon! I coś czuję, że, tak samo jak ze Skandynawią, to jest miłość na zabój i na zawsze. A zatem niech WIÓRY LECĄ!!!!
