Po co ten BUDŻET? Domowy budżet dla poszukujących #3

Zrobiliśmy już pierwszy krok: MARZENIA. Dziś porozmawiamy o tym, co dla wielu z moich rozmówców jest znacznie bardziej przerażające, niż najbardziej choćby rygorystyczne oszczędzanie. Chodzi o…prowadzenie domowego BUDŻETU. No, przykro mi kochani, ale będę bezlitosna: bez tego nie ma mowy o zarządzaniu finansami. Można tego nie kochać, można tego nie lubić, ale trzeba to robić! Już słyszę te jęki, że przecież, „to nie jest dla wszystkich”, „to wymaga systematyczności”, to jest tylko dla skrupulantów, a ze mnie jest taki wolny duch”, „próbowałem, ale nie udało mi się wytrwać”, „to chyba przesada, żeby codziennie to aktualizować”… Powiem tak… myć zęby też trzeba codziennie i, o ile wiem, udaje się to także wolnym duchom, „krejzolom”, anty-skrupulantom i nie-systematycznym-amatorom-spontanu. Prowadzenie budżetu to jest Twoje mycie zębów. Nie musisz tego lubić, wypracowyjesz w sobie zwykły, bezemocjonalny nawyk i po prostu to robisz.

Znacie takie mądrościowe powiedzonko, że „Jeśli pragniesz zmiany musisz… coś zmienić…”? Oczywiste, a jednak nie oczywiste. Często słyszę w rozmowach z ludźmi takie nastawienie:

– Chciałbym mieć więcej pieniędzy… ale nie chcę nic zmieniać swoim budżecie.

– Chcę mieć więcej czasu dla rodziny… ale od lat nie zmieniam nic w swoim kalendarzu.

To jak oczekiwanie na samoistny cud. Być może się wydarzy, choć prawdę mówiąc, jest to raczej mało prawdopodobne. Ja dużo bardziej wolę wziąć sprawy w swoje ręce i IŚĆ w kierunku tej zmiany. Nawet, jeśli ma boleć i być niewygodnie. Nawet jeśli TO JA będę musiała się zmienić.

Czy każdy musi prowadzić budżet i jak długo?

Mało jest w życiu tak prostych pytań 😉 Tak, każdy musi i zawsze : ) Widzisz już tę pętlę na swojej szyi? Ten bezduszny kierat, który na Ciebie dożywotnio nakładam? Zupełnie niepotrzebnie!!! Gdy przekonasz się, jak dużo informacji daje Ci budżet i jak odzyskujesz kontrolę nad swoimi pieniędzmi, całkiem możliwe, że zaczniesz to lubić!!! Dzięki budżetowi od razu widzisz, ile masz i na co wydajesz oraz ile i na kiedy potrzebujesz. Zapisywanie wydatków nauczy Cię też lepszej dyscypliny w sklepie – bo każda zachcianeczka i pokuska i tak trafi do tabelki. Zaczniesz się bardziej zastanawiać i wydawać pieniądze bardziej świadomie. Czy wiesz, jak długo musisz pracować na filiżankę kawy na mieście? Czy wiesz tak naprawdę ile zarabiasz i ile miesięcznie POTRZEBUJESZ aby przeżyć? Nie chodzi mi o to, ile wydajesz, bo wydajemy więcej niż potrzebujemy, niezależnie od tego, jak skromne byłyby nasze przychody. Ale ile POTRZEBUJESZ? A ile potrzebujesz w grudniu? A ile potrzebujesz w marcu? Czy nie byłoby fajnie się tego dowiedzieć?

No i mój absolutny faworyt, jeśli chodzi o zalety prowadzenia budżetu: PRZESTANIESZ SIĘ BAĆ! W miarę budowania coraz większej kontroli nad finansami, jednocześnie stopniowo będzie topniał Twój lęk o pieniądze… że jest ich za mało… czy wystarczy… o Boże…! Zobaczysz, że „czy wystarczy” zależy w największym stopniu od Ciebie i że swoimi wyborami i staraniem, możesz sprawić, że WYSTARCZY! Zobaczysz, że nie musisz się bać!

Jak zacząć?

Zacznij w czwartek czyli przed pokusami, które czyhają już na Ciebie, aż nadejdzie piątek, weekendu początek. W ogóle wszelkie zmiany dobrze jest zaczynać w czwartek, ale o tym kiedy indziej. A więc czwartek, zupełnie zwykły czwartek. Taki, jak dziś 🙂

Zacznij od Excela (najwygodniej), albo po prostu od kartki papieru. Są różne apki, ale ja temu nie ufam. Nie wiem, kto tam widzi moje finanse i dlaczego. A poza tym zwykle nie da się tam poukładać kosztów w swoje autorskie kategorie i szufladki, a to bardzo duży minus.

Bądź ze sobą szczery, nie oszukuj! To siebie oszukujesz, więc po co? Lepiej pomyśl czemu starasz się wywinąć z finansowego rytmu? Może MARZENIE przestało Cię kręcić? Może jest nierealistyczne? Może potrzebujesz oddechu i zadbania o siebie?

Oczywiście najlepiej prowadzić budżet w skali miesiąca, bo w tej perspektywie masz ułożone wpływy (np. wynagrodzenie) i wydatki (np. czynsz za mieszkanie itp..). Przyjdzie też czas na planowanie w skali roku, ale to potem. Na razie jesteśmy trochę w fazie „wklepywania danych”. A więc miesiąc kalendarzowy. Nie, nie przejmujemy się, że dziś 19ty. Zaczynamy dziś.

Jak dokładnie?

Moim zdaniem – jak najdokładniej. Podziel koszty na główne kategorie i w każdej z nich zrób kilka podkategorii, abyś wyraźnie widział „co tam siedzi”. Weźmy np. kategorię ZDROWIE I URODA. Załóżmy że wylądują tam razem: leki, koszty lekarzy, wizyta u kosmetyczki i nowy balsam do ciała (choć w szafce stoją 3!). Jeśli masz to w jednym worku, to nie widzisz, że z dwóch ostatnich śmiało mogłeś zrezygnować, ani ile dokładnie byś na tym zaoszczędził. Kategorie muszą być Twoje, dopasowane do Ciebie i subiektywne, ale muszą też być precyzyjne, aby było wiadomo, co tam jest i dlaczego.

Codziennie zbieraj paragony do koperty, skarpetki czy czego tam chcesz. Zapisuj koszty z miejsc, gdzie (o zgrozo!) nie dostałeś paragonu (np. na bazarku). Pamiętaj, aby spisać z wyciągu bankowego koszty, których nie masz na paragonach (np. koszt prowadzenia rachunku, prowizje od wypłat itp.). Nie musisz aktualizować budżetu codziennie, ale musisz mieć każdy codzienny wydatek zapisany. Ja wolę co wieczór „póki pamiętam co kupiłam” usiąść na dosłownie minutę lub dwie i to szybko wklepać, niż pod koniec tygodnia próbować się połapać we fruwających paragonach i tracić na to ponad pół godziny. Ale tutaj to Ty wybierasz.

I już! Po prostu zacznij. Z czasem pewnie Twoje kategorie będą się zmieniać, może coś dodasz, usuniesz, uszczegółowisz. To bez znaczenia. Dziś tylko wystartuj. Trzymam kciuki!!!