
Często w rozmowach ze znajomymi pojawia się chcąc nie chcąc kwestia pieniędzy. Nie lubię o tym rozmawiać, choć temat zarządzania finansami to mój absolutny konik. Ale w rozmowach zwykle dość szybko pada stwierdzenie, że pieniędzy jest wiecznie za mało, że kogoś na coś nie stać. I to ciche, niewypowiedziane westchnienie kierowane do mnie, gdy mówię o naszym życiu, o prywatnym przedszkolu Miśki lub o własnym mieszkaniu: „ale Wam dobrze, super że macie takie możliwości…”.
Zobaczmy więc te moje możliwości. Może uda się choć trochę odmitologizować tajemnicę tego, że (i na co) nas stać.
Nie pracuję. Czekaj, przecież pisałam, że pracuję w domu. No tak. Więc pracuję, ale nie zarabiam. Oficjalnie nazywa się to wychowawczy. Niech będzie. Misia w prywatnym przedszkolu. Kredyt. Samochód. Regularnie chodzimy na basen. Raz w tygodniu Misia ma balet, 3 razy w tygodniu Myszka ma zajęcia w klubikach dla niemowląt (Pozdrawiamy klubik Flob-a-Dob na warszawskim Żoliborzu i POLECAMYYYYYYY!)
Mąż pracuje „tylko” 8 h. Bez nadgodzin i dodatkowego etatu. I już? Już! Pora teraz na to ciche westchnienie… Ciekawe, czym mąż się zajmuje… Pewnie mega dużo zarabia. Ojej… Musicie być strasznie bogaci…
Otóż nie! Nie jesteśmy strasznie bogaci. Nie mamy bogatego wujka i nikt nam nic nie daje za uśmiech. Lecimy na jednej pensji i oszczędnościach z czasów, gdy pensje były dwie. Na oba roczne urlopy wychowawcze zbieraliśmy kasę jeszcze zanim dziewczynki przyszły na świat. Przyjęliśmy, że aby przetrwać, będziemy potrzebować około połowę mojej dotychczasowej pensji i tyle staraliśmy się odłożyć. Żeby nie było, pensja jednocyfrowa, w granicach średniej krajowej.
Gdy o tym opowiadam, widzę najpierw lekkie niedowierzanie, potem obrzydzenie, a na końcu opór i niechęć do przyjęcia, że to na co nas stać DZIŚ ma bardzo konkretną i wymierną cenę, w postaci tego, na co nie było nas stać WCZEŚNIEJ, gdy ostro oszczędzaliśmy. I na co NADAL nas nie stać, bo tymczasowo rezygnujemy i wybieramy priorytety. Oj, to boli. To niewygodne. Dużo łatwiej byłoby wierzyć, że mamy kasę Bóg wie skąd i w związku z tym żadnym wysiłkiem nie da się naszego sposobu zastosować i powtórzyć. A skoro się nie da, to hulaj dusza. Będę dalej narzekać na brak kasy, a z moim budżetem nie zrobię nic!
Frustruje mnie taka postawa, a że spotykam ją naprawdę często, postanowiłam zdradzić parę naszych sekretnych sposobów, dlaczego nas stać:) I na co:)))
Czas i pieniądze to moi ulubieńcy do zarządzania. Są do siebie tacy podobni! Wiele osób myśli, że są niewolnikami swojego kalendarza i portfela, a tymczasem jest dokładnie odwrotnie! Czasu wszyscy mamy tyle samo. Pieniądze wszyscy mamy jakieś i to jest świetny punkt wyjścia, aby zacząć nimi świadomie zarządzać zamiast płynąć! Kocham pływać, ale w temacie finansów jestem bezwzględna! To nie one mną nie kierują! To nie one mnie definiują! To JA decyduję, jak ich używać. Skąd je brać? Na co wydać? O tym właśnie opowiem Wam w tym cyklu.
Zanim pójdziesz dalej, pomyśl o sobie. O swoich wartościach, priorytetach, potrzebach. Gdzie jesteś? O czym marzysz? Za czym tęsknisz? Bez czego nie możesz żyć? To tutaj zaczyna się Twoja podróż w zarządzaniu domowym budżetem. Usiądź wygodnie i odzyskaj kontrolę nad swoimi finansami.
Przed Tobą PIERWSZY KROK: MARZENIA…

Jedna myśl na temat “Na co mnie stać? Domowy budżet dla poszukujących #1”