PROSZĘ NIE TRAĆ (MOJEGO) CZASU czyli dlaczego tak często nie odbieram telefonów…

Ostatnimi czasy często myślę o efektywności i tak zwanym zarządzaniu czasem. Bardzo dużo pracuję, stosunkowo niedużo śpię, nie odpoczywam prawie w ogóle. To ostatnie jest oczywiście niehigieniczne i z gruntu nieefektywne, ale jak trzeba to trzeba i na krótki czas można chyba włączyć taki tryb.

Ale myślę też o czasie w kontekście oczekiwań i postawy innych względem mnie. Nie żebym wszystko przeliczała na minuty, złotówki i zadania. Ale w zarządzaniu czasem wszystko rozbija się o priorytety. Wszyscy mamy 24 godziny. Jak ich używamy, to już zupełnie inna para kaloszy.
Bardzo nie lubię tracić czasu. Nie lubię też jak ktoś mi ten mój czas traci. Tylko teraz, co jest dla kogo stratą czasu? Co to znaczy długo, a co znaczy za długo?

Czas drzemki moich dzieci to około 2h. Po ogarnięciu domu po tajfunkach, przygotowaniu jakiejś przekąski dla siebie i czegoś do picia, zostaje mi około godzina żeby popracować nad tym, nad czym nie mogę pracować przy dzieciach. Mam dużo różnych obowiązków, nie tylko tych związanych z domem. Mam dużo ambitnych planów i marzeń, chcę się rozwijać i tworzyć. NIE CHCĘ tracić czasu! I mam godzinę. Czasem nawet mniej, jeśli Myszka się zbudzi i trzeba ją będzie jeszcze dośpić. Nie narzekam, ale wydaje mi się, że czasem tak trudno innym wejść w moje buty… Mam godzinę. Siadam do pracy szybko i bez zbędnych ceregieli. Mam plan, wiem, co mam dziś zrobić i po prostu zaczynam działać. I w tym momencie dzwoni telefon…

– Dzieci śpią? O, to super, to masz chwilę żeby poplotkować, co? Bo wiesz… w tym sklepie… nie w tym…. tylko w tym innym… co Kryśka kiedyś tam była z nami… A nie czekaj, nie Kryśka… Zdziśka… A w ogóle Ty byłaś z nami wtedy? No, to w tym sklepie …

Mam godzinę. Dlaczego nie mogę rozmawiać o pierdołkach i ploteczkach? Dlaczego nie chcę? Przez tę godzinę mogę zbliżyć się do moich marzeń. Albo chociaż łyknąć kilka endorfinek płynących z odhaczenia kolejnego obowiązku z listy „pilne nieważne”. Albo mogę totalnie się cofnąć i wyłożyć na jakimś sklepie, ploteczce, głupotce… Dlaczego nie chcę?

Bardzo lubię tracić czas! Oglądając filmy. Czytając. Grając w planszówki (powyżej 5 h!) Lubię wartościowe rozmowy i spotkania. Lubię spacerować po lesie (powyżej 2 h) i kooooocham spać (powyżej 10 h)!!! Ale w dzień jest czas pracy. Drzemka dzieci to mój czas pracy i ja go traktuję bardzo serio. Większość ludzi nie może zbyt długo rozmawiać w pracy. Ja pracuję w domu. Ja też nie mogę zbyt długo rozmawiać w pracy.

Wiele osób czuje się urażonych tym, że często nie odbieram. Co prawda staram się zawsze oddzwaniać, wtedy, kiedy już mogę, ale to często za mało. Skoro „siedzę w domu” (o tym, czy ja faktycznie „siedzę” pisałam tutaj), to powinnam być pod telefonem cały czas. Odbierać od razu, oddzwaniać błyskawicznie i SMSować bez ustanku. Jak wiele osób poczuje się urażonych tym, co piszę? Ojej…

Jest jeszcze gorzej. Wiele osób czuje się urażonych tym, że często nie odbieram nawet „po pracy”. Albo odbieram, ale gadam krótko i konkretnie. Nie plotkuję. Ile to jest krótko?
20 minut to tyle, abym mogła przeczytać tajfunkom solidny kawałek książeczki. Posłuchać co było w przedszkolu. Wyprzytulać za cały dzień, którego sporą część spędziłyśmy oddzielnie. Gotuję obiad. Jemy. 1,5 h to tyle, abyśmy mogli pójść na fajny rodzinny spacer naprawdę RAZEM (a nie każde przyklejone do swojego miziafonu i fejk-buka). Następne 1,5 h to tyle, aby przygotować kolację, kąpiel i spanie. Wiele osób zachwyca się bliskością, jaką mamy z dziećmi, przyjaźnią, jaką mamy w małżeństwie, domem, jaki mamy w naszym domu… To jest właśnie NASZ CZAS, który spędzamy razem – a nie obok. Wybieramy siebie, a nie plotki i głupotki. Ojej…

Odkrywam, że jedną z ważniejszych dla mnie spraw jest SZACUNEK. I to, czy ktoś szanuje mnie i MÓJ CZAS i moje plany czy też nie. Czy się spóźnia? Czy gada, nie bacząc na mój czas, zainteresowanie i wzajemność w rozmowie? Czy informuje mnie z wyprzedzeniem, abym mogła przeorganizować swój czas i plany? Czy bierze pod uwagę, że mogę nie móc? Czy naciąga mnie na oglądanie czegoś nieprawdziwą zapowiedzią i bełkotliwą treścią? Uczę się wtedy cenić swój czas!

Dlatego tak mi pasują filmy ULI PEDANTULI. Są krótkie i pełne treści! Ona jest zawsze świetnie przygotowana, wie, co chce powiedzieć i nie zachwyca się swoją erudycją, tylko strzela! Sama esencja. Myślę, że to tajemnica jej sukcesu na YT. Oczywiście oprócz jej naturalnego uroku osobistego i talentu. I tej normalności, za którą tak tęsknimy, patrząc na wszechobecną w mediach wystylizowaną sztuczność i nadęcie. Ula szanuje mój czas. Nie każe mi oglądać szumnie i chwytliwie zatutułowanego filmiku przez pół godziny, żeby w ostatnich pięciu minutach zdradzić tę „właściwą” i… niepełną treść, bo więcej… oczywiście w następnym odcinku. O nie, Ula działa inaczej, konkretnie. Krótko i węzłowato. Uczciwie i z szacunkiem. Mistrzostwo!

To jeszcze dolejmy oliwy. Bo są jeszcze złotówki! Przecież czas to pieniądz. Godzina naszej pracy to średnio jakieś 20-30 złotych. Czy jak ktoś się godzinę spóźnił to wisi mi trzy dychy? Nie wypada o tym mówić, no strasznie nie wypada… Więc wejdźmy na poziom makro, żeby nie było tak ad personam… Autobus wiezie ok. 100 osób. Spóźniony 10 minut autobus wiezie stratę 416 złotych… A spóźniony godzinę? A spóźniony tramwaj? A metro? A miasto zakorkowane przez godzinę, bo jakaś dziunia czy dziuń bezmyślnie wymusili pierwszeństwo i zablokowali Aleje w obie strony? Ktoś za to zapłaci… I uwaga uwaga! Da się dokładnie policzyć, ile to będzie kosztowało!!!

Tak, można powiedzieć, że się czepiam. Że przesadzam. Że zbyt serio i zbyt poważnie.

Mój czas to moje marzenia, mój rozwój, moje dzieci, mój mąż, moje pieniądze i mój odpoczynek. Mój czas to wszystko, co mam najważniejsze. Tak, to JEST zbyt poważne, aby sobie z tego jaja robić i nie szanować!

Więc cichutko i grzecznie proszę: uszanuj mój czas 🙂

Dodaj komentarz