No i stało się! Otwieram nowy cykl! Zabieram Was w podróż do wnętrza mojej skandynawskiej miłości 😉 Zaczynamy!!!
Pierwszą naprawdę SKANDYNAWSKĄ rzeczą, jaką zobaczyłam na własne oczy była malutka duńska wyspa niedaleko Bornholmu. Moje Christiansø.
Płynęliśmy od dwóch dni niewelkim jachtem po Bałtyku. Było zimno i sennie, choć dopiero wstawał dzień. W ciszy poranka wgapialiśmy się w morze wypatrując lądu, który zwiastował nam ciepłe śniadanie, zimny prysznic i długi spacer. I pierwszy od wyjścia w morze kawałek stałego lądu, bez tego wszechogarniającego rozkołysu, co tak mocno wymęczył niektórych w sztormie. Żagle spokojnie łopotały, a jacht toczył się niedbale, jakby sam znał drogę.
I nagle z mgły wyłoniło się to cudo. Kamieniste, surowe i tak niewiarygodne, że chciało się niemal natychmiast biec i szukać Wikingów, zanim gdzieś się pochowają! Nie, no, spokojnie, nigdzie nie uciekną! Przecież tam nie ma ani jednego samochodu! Ba, nie ma tam w zasadzie dróg! Tylko takie kamienne chodniczki – deptaczki. Ale za to jaki port!!!
Gdy tylko kształt wyspy wyostrzył się nieco w moich zaspanych oczach, wiedziałam już, że przepadłam. Coś jest takiego w tym krajobrazie, że od razu czuję błogość, spokój, dom i ciszę. Odzyskuję marzenia, wrażliwość i tę dziecięcą radość, która nie pyta o cele i rezultaty, tylko po prostu chwyta chwilę i cieszy się nią, dopóki trwa. Patrzę na maleńkie kamieniste wysepki, wyrastające z morza tak bezceremonialnie i pięknie, bez żadnego celu i powodu. Znaczna część z nich jest w ogóle niezamieszkana! Po prostu tam są i czekają, aż ktoś je odkryje. A potem popłynie dalej, szukać cieplejszych i bardziej przyjaznych zakątków.
Na Christiansø mieszka w ciągu roku około 80 osób. Jest muzeum, biblioteka, szkoła, kościół i poczta. Jest lekarz i kilka razy w roku przypływa dentysta. Mamy zajazd, sklep spożywczy i kiosk. Jak czytamy na oficjalnej stronie wyspy: „Musisz płynąć, żeby dotrzeć na Christiansø”. I dokładnie tak jest. Helikopter lata w bardzo nadzwyczajnych sytuacjach. Musisz płynąć 😉
Tego ranka moje serce przylgnęło do Skandynawii, jakbym nagle odkryła długo poszukiwany, a jednocześnie tak znajomy i bliski cel. Jest wiele wspaniałych miejsc. I do nich też kiedyś pojadę. Ale moje serce jest całkowicie na Północy. I choćbym chciała, już tego nie zmienię.


2 myśli na temat “DLACZEGO SKANDYNAWIA? #1 WYSPA CHRISTIANSØ”