Jest mi smutno. Zaczynamy zupełnie nowy etap. Misia idzie do żłobka, a ja opłakuję nasze dotychczasowe dni. Wiem, że to dobra decyzja. Że będzie jej fajnie i ciekawie z innymi dziećmi. Że to naturalny, kolejny krok. Wybrałam dobre miejsce. Nie boję się. Ale kończy się nasz dotychczasowy rytm. Nasze poranki, klubiki, spacery, zakupy. Tak, oczywiście, nie kończą się całkiem. Tak, oczywiście, nie można całe życie siedzieć w domu z matką. Tak, oczywiście, przy Dzidziusiu nasze dni i tak uległyby kosmicznej przemianie, nawet gdyby Misia została w domu. Tak, towarzystwo innych dzieci jest o tyleż lepsze niż Mama, nagle tak bardzo zajęta Dzidziusiem, że tylko ciągle „za chwilkę, za moment, teraz karmię Dzidziusia a teraz przewijam…” Tak. Ale czy nie może mi być smutno? Czy muszę sobie powtarzać i wysłuchiwać tych racjonalnych mądrości? Czy nie mogę przeżyć mojego żalu, mojej straty? Nie wycofuję się z decyzji. Nie podważam jej. Ale jest mi smutno. Czy mogę mieć prawo do mojej małej żałoby?
